Między rokiem 1860 a 1870

Szkolny mundurek do czegoś zobowiązywał. Pamiętali o tym wszyscy uczniowie. Nie wolno było nagannie się zachowywać w szkole i poza nią, wałęsać się w godzinach niedozwolonych po mieście i za miastem, a niedopuszczalne w ogóle było palenie tytoniu. Jeśli któryś z uczniów dopuścił się niegodnego czynu, na poczekaniu wydawano wyrok i poddawano go natychmiastowej egzekucji.


Nie zapominano też o nagrodach i listach pochwalnych. Jedni płakali z radości, a inni z zawiści i żalu. Z wielką dumą, w niebieskim mundurku odbierało się nagrodę, którą była książka w czerwonej oprawie ze złoconymi brzegami.


Choć czasami niejednemu uczniowi brakowało guzika przy mundurku, a daszki słabo trzymały się ich czapek, zawsze takiemu dopisywał humor. Był pełen życia, radości i prawdziwie chłopięcego entuzjazmu.


Bywały i chwile słabości, kiedy to trzeba było zdjąć szkolny mundurek, a niebieskie kepi zastąpić wielką czapką. Do ręki brało się koszyk, nożyce lub drabinę. Tak właśnie wyglądała wyprawa do ogrodu zakonników, gdzie rosły przeróżne owocowe drzewa. Pod pretekstem przycinania drzew, można było nazbierać spory koszyk pysznych owoców.


Tak właśnie wyglądało szkolne życie niejednej gromadki niebieskich mundurków.


Przed współczesnym młodym pokoleniem staje nowe wyzwanie – powrót do szkolnego mundurka, mundurka, który ma za zadanie przypominać o powadze i roli ucznia w szkole XXI wieku. Czy zadanie to zostanie wypełnione, zależy to przede wszystkim od uczniów, jak również od samych rodziców i nauczycieli.


Ale kiedy upłynie trochę czasu, a obecnemu młodemu pokoleniu posiwieją włosy, gdy rumiane policzki pobledną, powrócą na pewno do wspomnień, kiedy to za ich czasów MEN postanowiło wprowadzić ujednolicone stroje szkolne, czyli dawno zapomniane mundurki.


Wróć